Historia motocykli SHL

Cała historia zaczyna się, gdy na stanowisko dyrektora Fabryki Odlewów i Huty „Ludwików” zostaje powołany niejaki inż. Zygmunt Kwieciński. Po niedługim czasie otrzymuje on duże zlecenie na wyprodukowanie motocykla, który miałby pojemność mniejszą niż 100 cm3. W tym samym czasie do fabryki przenosi się zdolny inżynier Rafał Ekielski. Obydwaj już wcześniej pracowali nad budowaniem motocykli więc temat nie był im obcy.

Pod koniec maja 1937 roku fabryka zakupuje licencję na produkcję silników Williers. Po upływie kolejnych miesięcy, w sierpniu 1938 roku pierwsze SHLówki biorą udział w zawodach sportowych. Warto wspomnieć, że do wybuchu wojny zdołano ich wyprodukować przeszło 2 tysiące sztuk. Chętnie nabywali je Polacy ale również ludzie z Europy Wschodniej i Zachodniej.

Wybuch II wojny światowej przerwał niestety produkcję motocykli SHL w Polsce. Niemniej w wielkiej konspiracji, niemal pod osłoną nocy wykonano w Kielcach jeszcze kilkanaście sztuk, które zasiliły szeregi partyzanckie i dywersyjne. Narażając własne życie produkowano motocykle, by wspomóc rodaków w walce z nieprzyjacielem.

Wojna przyniosła duże zniszczenia również w fabryce maszyn „Ludwików”. Hala została pozbawiona niemal wszystkich maszyn i urządzeń służących do produkcji motocykli. To jednak nie stanęło na przeszkodzie w dalszej produkcji. Już w roku 1947 rozpoczęła się produkcja nowej SHLki z większym silnikiem zbudowanym przez Polskie Zakłady Lotnicze we Wrocławiu. Miał on pojemność 125 cm3. Dziesięć lat później rozpoczęła się produkcja kolejnego już modelu SHLki o pojemności silnika 150 cm3. W 1961 SHL M11 miała już pojemność 175 cm3. Siedem lat później model ten, uzyskuje symbol M17 i staje się najbardziej rozpoznawaną maszyną w kraju i zagranicą.

Rok 1969 to wielki jubileusz Huty Ludwików, która zmieniła nazwę na Kieleckie Zakłady Wyrobów Metalowych SHL . W tym roku obchodziła ona swoje 50 lecie. Warto dodać, że przez ten czas wyprodukowała 250 000 motocykli różnych modeli.

Jak widać historia motocykli SHL przerwana została wojną ale wojna jej nie zakończyła. Byli ludzie, którym chciało się za wszelką cenę odbudować to, co zniszczył nieprzyjaciel. Czy my dziś bylibyśmy do tego zdolni, czy raczej pozwolimy, by resztki już naszego dziedzictwa polskiego (huty itp.) wysprzedać zagranicznym inwestorom? Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam.